Rozdział 8. - I wszystko jasne.

/ niedziela, 4 marca 2012 /
Jesteśmy w drodze do Doncaster. Tylko ja jadę tam z Louisem, bo reszta chłopców nie chciała opuszczać szkoły. On nie miał im tego za złe. Stwierdził, że najważniejsze jest to, że ja będę u jego boku. Właściwie to opuściłem już tyle zajęć, że nie robi mi to większej różnicy. Po za tym nie mógłbym zostawić mojego przyjaciela samego w takiej sytuacji.
Młodsza siostra Lou - Fizzy jest w szpitalu. Jakiś nieznajomy osobnik napadł na nią, gdy wracała do domu ze szkoły. Nikt nie ma pojęcia czego od niej chciał i dlaczego to zrobił, ale bardzo dotkliwie ją pobił i zadał jej cios nożem, blisko serca. Dziewczyna jest w ciężkim stanie, a lekarze walczą o jej życie. Louis jest kompletnie załamany. Nic nie je, nie uśmiecha się, nie chce nawet ze mną rozmawiać. Nigdy nie widziałem go w takim stanie.
Tomnlinson jest jednocześnie bardzo przybity i niesamowicie wkurzony i nabuzowany. Ma zamiar za wszelką cenę dowiedzieć się kto wyrządził taką krzywdę jego siostrze. Powiedział, że znajdzie tą osobę, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobi. Jeżeli policja mu w tym nie pomoże to on sam spróbuje do tego dojść. Nie uważam, że to dobry pomysł. Nie chciałbym, żeby w jakikolwiek sposób naraził się temu człowiekowi, bo i on mógłby na tym ucierpieć.
Po kilkugodzinnej podróży samolotem, znaleźliśmy się na miejscu. Zabraliśmy swoje bagaże, a Louis od razu zamówił taksówkę, która miała nas zawieść pod jego dom.
Na miejscu powitała nas rodzina Lou. Byli wyraźnie zasmuceni, ale próbowali tego za bardzo nie okazywać, chyba tylko po to, żeby jeszcze bardziej nie zdołować chłopaka. Zaraz potem pojechaliśmy wspólnie z jego rodzicami do szpitala. Lou był bardzo niecierpliwy. Co chwilę pospieszał tatę. Chciał już zobaczyć siostrę i jeżeli to będzie możliwe - mocno ją przytulić.
Minął kwadrans i znaleźliśmy się u celu. Tomlinson od razu pobiegł w stronę drzwi wejściowych. Doszliśmy do niego, akurat, gdy pytał o numer sali, w której znajduje się Fizzy. Podszedłem do niego, objąłem go ramieniem i szepnąłem do ucha: "wszystko będzie dobrze". Chociaż sam właściwie nie byłem pewny czy będzie.
Przekroczyliśmy próg sali numer 111. Naszym oczom ukazało się malutkie, blade i poobijane ciałko, podłączone do miliona przeróżnych aparatur, które jak przypuszczam miały ustabilizować jej ciężki stan. Momentalnie w oczach Louisa pojawiły się łzy. Wytarłem delikatnie pierwszą, która spłynęła po jego policzku. Potem Tommo na dobre się rozpłakał. Wbił głowę w moją klatkę piersiową i ściskał mocno kurtkę, którą na sobie miałem. Dopiero po dłuższej chwili zebrał się i podszedł do niej bliżej. Usiadł na krzesełku obok jej łóżka i złapał ją za rękę. Pogładził ją delikatnie, ale ona nie reagowała. Dało się słyszeć coraz głośniejsze szlochanie mojego przyjaciela.
Dziewczyna wyglądała na prawdę fatalnie. Miała podbite oczy, wiele siniaków, zadrapań. Jej twarz była spuchnięta. Reszta ciała też była w złym stanie.
Kto mógł zrobić coś tak okrutnego? Przecież to bardzo miła, uczynna i mądra dziewczyna, która nikomu nigdy nie zawadzała, nikogo nie denerwowała, a tym bardziej nie zrobiłaby nikomu przykrości ani jakiejkolwiek krzywdy. Co więc skłoniło jej napastnika do popełnienia takiej zbrodni? Chciałbym to wiedzieć.
Lou przyszedł tu z nadzieją, że uda mu się z nią porozmawiać, przytulić, ale dziewczyna wciąż była w śpiączce. Próbował ją lekko szturchać, aby się przebudziła, ale to nic nie dawało. Fizzy ani drgnęła. Zostaliśmy wyproszeni z sali, bo jego siostra miała przejść kolejną operację. Wbity w jej ciało nóż uszkodził kilka narządów wewnętrznych, a więc lekarze mieli teraz w jakiś sposób przywrócić im sprawność. Oby im się udało.
Ponieważ operacja miała zająć dużo czasu, postanowiliśmy wszyscy wrócić do domu, a do szpitala pojechać znów jutro. Lou nie chciał stamtąd wychodzić, chciał czekać do końca zabiegu, ale na szczęście po dłuższym czasie udało nam się go przekonać do powrotu.
W domu panowała dziwna atmosfera. Każdy robił coś innego i był jakby w innym świecie. Nikt się ze sobą nie komunikował. Było cicho i spokojnie. Aż za spokojnie.
Poszedłem do mojego tymczasowego pokoju i włączyłem laptopa. Za chwilę z głośników wydobyła się moja ulubiona muzyka. Miała mi ona nieco poprawić humor.
Mimo, że to nie moja siostra to i tak bardzo się tym przejąłem. W końcu skoro jest bardzo ważna dla Lou to dla mnie, jako jego najlepszego przyjaciela też powinna być.
Miałem nadzieję, że Louis zawita do pokoju, położy się obok mnie, poprzytulamy się i porozmawiamy jak zwykle, ale on niestety chyba nie miał nastroju na robienie niczego. Z tego, co zauważyłem to najlepiej by było mu zamknąć się w czterech ścianach i płakać przez cały dzień. Nie miałem zamiaru do tego dopuścić. Bardzo chciałem pomóc mojemu przyjacielowi, ale nie miałem pojęcia jak. Poczułem się bezradny. Cokolwiek bym nie zrobił to jestem pewien, że jedynie powrót Fizzy do zdrowia poprawiłby jego humor.

Gdy obudziłem się rano, obok mnie leżał wtulony w poduszkę Louis. Najwyraźniej poczuł się w nocy samotny i wślizgnął mi do łóżka tak, że nawet tego nie poczułem. Spojrzałem na jego twarz. Wyglądał niezmiernie słodko, gdy tak sobie spał. Miał wyraz twarzy małego aniołka. Pocałowałem go w czoło i pokierowałem się do łazienki. Wziąłem krótki prysznic, umyłem i wysuszyłem włosy. Potem tylko potrząsnąłem nimi na wszystkie strony i fryzura gotowa. Wyciągnąłem z walizek pierwsze lepsze ciuchy, nałożyłem je na siebie i zszedłem na dół. Wszyscy jeszcze słodko spali. Postanowiłem sprawić przyjemność domownikom, więc zacząłem przygotowywać im śniadanie. Co prawda to Lou zawsze dla mnie gotuje, ale to nie znaczy, że ja nie potrafię nic przyrządzić. Po prostu przy nim nie mam możliwości wykazania się.
Przejrzałem szafki w kuchni. Znalazłem w nich długi makaron i od razu wpadł mi do głowy pomysł, że zrobię spaghetti. Podczas, gdy gotował się makaron, ja starałem się zrobić sos. Znalazłem potrzebne składniki i zrobiłem wszystko dokładnie według przepisu, którego kiedyś nauczyła mnie moja mama. Spróbowałem go i stwierdziłem, że wyszedł mi wyjątkowo dobry. Minęło około pół godziny i posiłek był gotowy. Nakryłem jeszcze do stołu i poszedłem obudzić Louisa. Nie chciał wstać, więc siłą musiałem go ściągać z łóżka. Zaspany poszedł obudzić rodziców, a kiedy wszyscy zeszli i zobaczyli pięknie nakryty stół, na ich twarzach pojawiły się uśmiechy, co bardzo mnie ucieszyło. Mój przyjaciel stwierdził, że teraz częściej będzie dopuszczał mnie do kuchni. Wyglądało na to, że na prawdę mu smakowało, zresztą jego rodzicom także.
Po skończonym posiłku ponownie mieliśmy udać się do szpitala. Fizzy była już po operacji, która z tego, co mi wiadomo się udała. Stan dziewczyny nieco się polepszył, ale wciąż czekało ją wiele różnych badań, ponieważ lekarze jeszcze wszystkiego dokładnie nie sprawdzili. Najbardziej bali się o to, że niespodziewanie może wystąpić jakieś krwawienie wewnętrzne, a to z pewnością źle by się skończyło.
Weszliśmy do sali. Dziewczyna znów miała zamknięte oczy. Lou stał zrezygnowany wpatrując się w nią. Po chwili jednak opadł na krzesło obok łóżka dziewczyny i spuścił głowę. Wpatrywał się w podłogę, a my staliśmy wokół niego. Nagle dało się słyszeć szelest. Lou momentalnie podniósł głowę i zobaczył, że Fizzy porusza ręką. Złapał ją za nią i zaczął wypowiadać jej imie. Wyglądało na to, że się przebudza.
- Fizzy...Fizzy...jak się czujesz? - pytał Lou.
- Louis...czy to ty? - mówiła słabym głosem.
- Tak. - w jego oczach ponownie pojawiły się łzy.
- Tęskniłam za Tobą. - pogładziła go lekko po twarzy.
- Ja za Tobą też. - zaczął cicho szlochać.
- Nie płacz, proszę. - głośno zakaszlała. - Już wszystko ze mną w porządku. Nie martw się o mnie. - było widać, że próbuje się uśmiechnąć.
Louis nic nie odpowiedział tylko położył lekko głowę na jej brzuchu, jednocześnie gładząc ją po nim.
Ten widok po prostu łamał mi serce na milion części. Nie mogłem patrzeć na to jak Louis cierpi, nie wspominając już o jego siostrze. Sam nabrałem ochoty na to, aby jak najszybciej odnaleźć sprawcę tego wydarzenia. Z tego, co mówili rodzice Louisa sprawa została już dawno zgłoszona na policje, a najlepsi detektywi w mieście szukają winnego. Mam wielką nadzieję, że im się to uda. Liczymy na nich.
Z czasem dziewczynie coraz łatwiej było mówić i się poruszać. Dopiero teraz na twarzy Louisa zauważyłem zarys uśmiechu, którego od kilku dni, tak bardzo mi brakowało.
Skończył się czas odwiedzin, więc wróciliśmy do domu państwa Tomlinson. Tym razem atmosfera była nieco luźniejsza i domownicy zaczęli normalnie się ze sobą komunikować, a nawet śmiać. Moje serce się radowało, gdy widziałem jak Louisowi polepsza się humor.
Wspólnie z moim przyjacielem postanowiliśmy wybrać się na zewnątrz. Chciał oprowadzić mnie po jego rodzinnym mieście i pokazać mi miejsca, które przypominały mu jego dzieciństwo. To taki spacer drogą jego wspomnień.
Dotarliśmy na mały plac zabaw, który o tej porze był już zupełnie pusty. Usiedliśmy na ławce, a Louis zaczął opowiadać mi przygody, które wspólnie z przyjaciółmi przeżył w tym miejscu. Muszę przyznać, że chyba nic się od tamtego czasu nie zmienił. Ciągle jest tak samo zwariowany i nieokrzesany, ale za to go kocham.
Nagle wstał z ławki i pobiegł na zjeżdżalnie, jednak gdy chciał z niej zjechać okazało się, że dupcia trochę mu urosła i już się na niej nie mieści. Zrezygnowany pokierował się w stronę drabinek i zaczął robić fikołki w przód, w tył i jeszcze wiele innych dziwnych wygibasów. Ja siedziałem tylko na ławce i bacznie mu się przyglądałem, co chwile wybuchając głośnym śmiechem. Ludzie, którzy akurat przechodzili, lustrowali go wzrokiem i wyraźnie obgadywali go z osobami, które im towarzyszły.
Postanowiłem przyłączyć się do przyjaciela. Poszliśmy na huśtawki i staraliśmy się na nich bujać jak najwyżej się tylko dało. Później pokierowaliśmy się na karuzele. Strasznie się na niej cisnęliśmy, ale jakoś daliśmy radę przez chwilę się pokręcić. Zmęczeni wróciliśmy z powrotem na ławkę.
- Cieszę się, że tu ze mną jesteś. - położył mi głowę na ramieniu.
- Nie mógłbym zostawić Cię w takiej chwili. - odparłem.
- Dobrze, że Cię mam. - pocałował mnie delikatnie w policzek.
Nic nie odpowiedziałem, tylko poczułem, że na mojej twarzy pojawiają się rumieńce. On zawsze zawstydzał mnie takimi swoimi niespodziewanymi wyznaniami.
Louis chciał zaprowadzić mnie jeszcze w jedno miejsce, gdzie jak mówił przeżył jedne z najpiękniejszych jak i najgorszych chwil swojego życia. Nie wnikałem o co chodziło. Gdy będzie chciał to sam mi o tym opowie.
Wróciliśmy z powrotem na podwórko przy jego domu. Rozglądałem się, ale niczego ciekawego tutaj nie widziałem. Lou pociągnął mnie za rękę i stanęliśmy przed wielkim drzewem. Uniosłem głowę do góry, a moim oczom ukazał się wielki domek na drzewie. Każde dziecko kiedyś marzyło, żeby taki mieć.
Tomlinson przyniósł długą drabinę i ustawił ją przy pniu. Upewnił się czy jest stabilna i zwrócił się do mnie:
- Panie przodem.
Spiorunowałem go wzrokiem, ale mimo wszystko wszedłem tam jako pierwszy. W środku było mnóstwo zabawek. Wszędzie leżały komiksy, karty do gry, piłki, maskotki, a nawet materac. Dojrzałem też wielką skrzynię, w której pewnie były jakieś skarby. Każdy z tych przedmiotów był pokryty dużą warstwą kurzu. Widać, że Lou bardzo długo tutaj nie przychodził.
Tommo starał się oczyścić nieduży materac. Gdy mu się to udało, usiedliśmy na nim, wtulając się w siebie.
- Nie byłem tutaj od jedenastego roku życia. - wyraźnie posmutniał.
- Co było tego powodem? - pogłaskałem go po udzie.
- Od czasu wypadku... - zaszkliły mu się oczy i załamał mu się głos.
- Jeśli nie chcesz to nie musisz o tym mówić. - objąłem go ramieniem.
Było widać, że ciężko jest mu wracać wspomnieniami do tamtego dnia.
- Chcę. Jesteś moim przyjacielem. Mogę Ci wszystko powiedzieć, prawda? - spojrzał na mnie oczami pełnymi łez.
- Pewnie. - pocałowałem go we włosy.
- Gdy miałem 11 lat praktycznie codziennie przebywałem w tym domku. - zaczął. - Zawsze towarzyszył mi mój najlepszy przyjaciel. Miał na imię Chaz. - pociągnął nosem. - Był dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałem. - wziął głęboki oddech. - Pewnego słonecznego, lipcowego dnia jak zwykle bawiliśmy się tutaj. To było tylko i wyłącznie nasze miejsce. Nikt inny nie miał tutaj wstępu. Czuliśmy się tu bezpiecznie do momentu tego wydarzenia. - wtulił się we mnie mocniej. - Koledzy byli na dole i wołali nas, żebyśmy zeszli. Chaz wychylił się z okna. - wskazał palcem na owe okno. - I chciał im coś powiedzieć. Niestety stracił równowagę i wypadł z niego. Spadł prosto na plecy i nie mógł złapać oddechu. Gdy to zobaczyłem nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje. Wszystko na chwilę się zatrzymało. Potem pamiętam już, jak na sygnale przyjechała po niego karetka i zabrali go na noszach do środka wozu. Nie pozwolili mi nawet z nim jechać, ale może to i dobrze. Zmarł w czasie drogi do szpitala. Kiedy dowiedziałem się o jego śmierci, cały mój świat się zawalił. - po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. - Wtedy obiecałem sobie, że już nigdy tutaj nie przyjdę. Chyba, że z jakąś wyjątkową osobą, która będzie dla mnie równie ważna, co Chaz. - spojrzał na mnie. - Dlatego właśnie Ciebie tutaj przyprowadziłem. - wysilił się na uśmiech. - Jesteś dla mnie cholernie ważny. - odgarnął kosmyk włosów z mojego czoła. - To dlatego zawsze się tak o Ciebie troszczę i często Cię upominam. Nie chciałbym, żeby kiedyś spotkał Cię podobny los, co Chaza.
- Teraz już wszystko rozumiem... - przytuliłem go jeszcze mocniej.
- Widzisz, straciłem już jedną bardzo ważną dla mnie osobę. Nie chcę stracić kolejnych. Martwię się o Fizzy. - mówił drżącym głosem.
- Wyzdrowieje. Zobaczysz. - uśmiechnąłem się do niego ciepło.
Odwzajemnił uśmiech i ułożył swoją głowę na moim ramieniu. Siedzieliśmy tak w ciszy i bezruchu przez kilkanaście minut. Po prostu cieszyliśmy się swoją obecnością.
Bawiłem się włosami Lou, podczas, gdy on zaczął podnosić do góry moją koszulkę i masować mój tors. Za chwilę już siedział na mnie okrakiem i dziwnie mi się przyglądał. Zawstydziłem się i wyłapałem buraka, a on tylko zaśmiał się pod nosem i położył głowę w miejscu, gdzie znajduje się moje serce.
- Denerwujesz się? - zapytał.
- Troszeczkę. - przygryzłem wargę.
- Dlaczego? - uniósł brew.
- Onieśmielasz mnie. - próbowałem unikać jego wzroku.
Lou tylko cwaniacko się do mnie uśmiechnął i jak to zwykle bywa, przyssał się do mojej szyi. Później przeszedł nieco wyżej i przygryzał płatki moich uszu. Objąłem go w pasie i przyciągnąłem bliżej do siebie. Zaczął szeptać mi do ucha najpierw czułe słówka, a później jakieś sprośne historie, które nieco zepsuły panującą atmosferę.
Moje ręce błądziły po jego ciele. Najpierw głaskałem go delikatnie po plecach, a później zjechałem na pośladki. Mówiłem już, że cholernie trudno jest mi się powstrzymać przed macaniem ich? Chyba nawet żadna dziewczyna na świecie nie ma tak zajebiście ponętnych pośladków, jak on.
- Hazz... - szepnął Lou.
- Hm?
- Sądzisz, że to wszystko, co robimy jest dziwne, niestosowne albo jakieś chore? - wypalił nagle.
- Nie. A czemu pytasz? Masz jakieś wątpliwości? - zmarszczyłem brwi.
- To ty je masz... - spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
Miał racje, bo to cały czas ja się wahałem. Wciąż tylko ja nie mogłem określić swoich uczuć do niego, a on nadal czekał. I to zazwyczaj ja nie pozwalałem mu na więcej. Być może nie przez to, że tego nie chciałem, albo wydawało mi się to dziwne, ale po prostu się tego wstydziłem. Co innego robić takie rzeczy z dziewczyną, a co innego z chłopakiem, najlepszym przyjacielem. Dla innych ludzi to się może wydawać nienormalne, ale dla mnie z dnia na dzień staje się to codziennością.
- Nie wiem czy to coś zmieni, ale... - przygryzł usta i załapał mnie za rękę.
Wziął głęboki oddech i widać było, że chce powiedzieć mi coś ważnego. Spojrzał mi głęboko w oczy.
- Kocham Cię, Harry. Nie jak brata czy przyjaciela. To coś o wiele więcej. Jestem tego pewien jak niczego innego na świecie. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. - uśmiechnął się ciepło i cmoknął mnie delikatnie w policzek.
- Lou...-
Usłyszeliśmy nagle jak ktoś puka, w drzwiczki od domku, znajdujące się na podłodze. Spojrzeliśmy na siebie i byliśmy totalnie zdezorientowani. Lou otworzył je, a naszym oczom ukazał się najpierw Zayn na drabinie, a potem Liam i Niall stojący na dole.
- Twoja mama mówiła, że was tu znajdziemy. - wyszczerzył się.
- Co wy tu robicie? - Lou zrobił wielkie oczy.
- Jesteśmy przyjaciółmi i okropnie postąpiliśmy nie wspierając Cię w takiej chwili. - podrapał się po głowie. - Zdaliśmy sobie z tego sprawę dopiero w szkole, więc od razu gdy skończyły się zajęcia, kupiliśmy bilety na najbliższy lot do Doncaster i tak oto znaleźliśmy się tutaj. - mówił uradowany.
- Jesteście pojebani. - Lou zaśmiał się.
- Nie. Po prostu nie mogliśmy sobie wybaczyć, że Cię zostawiliśmy. - krzyczał z dołu Niall.
- Ale przecież nie byłem sam. - spojrzał na mnie.
- Nie ważne! Nie cieszysz się z naszego przyjazdu? - Zayn zrobił smutną minkę.
- Ależ oczywiście, że się cieszę! - ucałował go w policzek.
Ja także się cieszyłem, chociaż przerwali nam taką ważną chwile. Właśnie miałem zebrać się i powiedzieć Louisowi, co do niego czuję, aż tu nagle BUM! Z nikąd pojawił się Zayn i wszystko poszło się jebać. Jak zwykle ktoś musiał nam przeszkodzić. Mamy po prostu jakiegoś pecha.
Niepocieszony zszedłem z domku i poszedłem przywitać się z chłopakami. Byłem na nich zły, ale starałem się tego nie okazywać.
Mama Lou bardzo ucieszyła się na widok Nialla, Liama i Zayna. Widać, że miała z nimi dobry kontakt. Z powodu braku miejsca, będziemy musieli cisnąc się na dwóch łóżkach i kanapie. Oczywiste jest, że ja będę spał z Louisem. Nie wiem jak załatwi to reszta. Po grze w "papier, kamień, nożyce" okazało się, że Liam będzie spał z Niallem, a Zaynowi zostaje kanapa.
Wpadliśmy na pomysł, żeby urządzić sobie grilla na podwórku. Pan Tomlinson smażył kiełbaski, a pani Tomlinson przygotowywała taras i nakrywała do stołu. My przyszliśmy już na gotowe. Chłopcy rozsiedli się na ławeczce, a ja usiadłem na kolanach Louisa, który siedział na leżaku. Tata Lou dziwnie się na nas patrzał. Czułem, że coś nie pasuje mu w naszym zachowaniu. Powiedziałem o tym mojemu przyjacielowi, jednak on nie kazał mi się tym w ogóle przejmować i mówił, że z czasem na pewno do tego przywyknie.
Atmosfera była na prawdę miła. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy, a z twarzy Louisa nawet na chwilę nie znikał uśmiech. Bardzo mnie to cieszyło. Nienawidzę patrzeć, jak się smuci. Oby jego siostrze się polepszyło. Nie wiem jak Lou zniósłby wiadomość o tym, że jej stan się pogarsza. Ale nie zapeszajmy.
Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Już nawet nie słyszałem dokładnie, co mówi. Widziałem tylko ten cudny uśmiech i radość w jego oczach. Na chwilę zapomniałem o otaczającym mnie świecie i maślanymi oczami wpatrywałem się w niego, jakby był conajamniej jakimś bogiem.
- Harry! - Liam pomachał mi ręką przed twarzą.
- Co jest?! - otrząsnąłem się.
- O czym tak rozmyślasz? - zapytał. - Bo widzę, że jesteś tutaj z nami ciałem, ale na pewno nie myślami.
- To nic ważnego. - machnąłem ręka.
- Czyli mówisz, że Louis jest "niczym ważnym"? - szepnął mi na ucho.
- Skąd wiesz, że to o niego chodzi? - zmieszałem się.
- Stary, widzę jak na niego patrzysz. Wszyscy to widzimy. Podejrzewamy, co się dzieje, ale czekamy, aż sami nam o tym wszystkim opowiecie. - poklepał mnie po ramieniu.
Nic nie odpowiedziałem, tylko spuściłem głowę i wpatrywałem się w ziemię, która stała się teraz na prawdę interesującym obiektem.
Nie wiedziałem, że to, co pomiędzy nami jest, jest aż tak bardzo widoczne dla osób trzecich. Chociaż właściwie...chłopcy widzieli nas już w różnych dwuznacznych sytuacjach, więc jak tu się nie domyślić, że coś jest na rzeczy?
Gdy przeprowadziłem się do Londynu i zacząłem mieszkać z Louisem, nie miałem pojęcia, że sprawy przybiorą taki obrót i...zakochamy się w sobie.

Proszę bardzo. Macie rozdział, o który mnie tak bardzo męczyliście. :D
Jest trochę dramatu i trochę romansu, więc mam nadzieję, że się podoba. ;)
Osobiście nie jestem z niego jakoś zadowolona, ale ważne, żeby wam się spodobał, więc czekam na opinie. :)
Myślę, że nowy pojawi się, gdy pod tą notką będzie mniej więcej tyle komentarzy, co pod poprzednią. ;>
Jak ktoś chce to followujcie -> @BieberDialogues.
Przy okazji zapraszam też na mój drugi blog ->  http://one-direction-infection.blogspot.com/
Tam też piszę opowiadanie o One Direction. :D
Pozdrawiam i do następnego. ♥ 

77 komentarze:

{ hate_that_world } on: 4 marca 2012 21:57 pisze...

O losie *.* Fizzy w szpitalu? Aż mi się łezka w oku zakręciła jak czytałam o smutku mojego męża ;/
Ten domek na drzewie i wgl, magia.
Zayn jest zuy i koniec kropka. Co on sobie myśli? xD Że może przerywać takie wyznania? xd No mógłby ruszyć głową, a Liam jak jest taki poinformowany to tez mógłby wpaść na pomysł, ze nie będa przeszkadzać, dobra. Koniec bulwersów. Mega! <3
Czekam na nexta :D

Anonimowy on: 4 marca 2012 22:01 pisze...

jezuuuu <3
więcej seksu prosimy :D
pisz szybko, bo świetnie ci to idzie ^ ^

Anonimowy on: 4 marca 2012 22:28 pisze...

O mamoooo ! ;O
Nawet nie wiesz jak się poryczalam XD
Ten rozdział jest CUDNY , BOSKI , GENIALNY itp <3 . Podziwiam cię dziewczyno ! <3
Czytam takiego bloga od początku i zawsze nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3
Kocham to jak opisujesz kontakt po miedzy Lou i Harrym <3 ! Naprawdę podziwiam cię i najchętniej powiedziałbym ci to osobiście ale nie da rady XD
Więc proszę cię jak możesz napisz kolejny rozdział jak najszybciej bo na prawdę nie zniose czekania ;( bo chyba jestem uzależniona od twojego bloga XD <3
WIĘC NAPISZ GO JAK NAJSZYBCIEJ <3

{ Paula/ Paula5959 } on: 4 marca 2012 22:30 pisze...

Wyobraziłam sobie słodkiego Zayna stojącego na dole i Larry'ego patrzącego na niego z góry. AAA <3

Świetny. Ogólnie ostatnio ci zajebiste rozdziały wychodzą :D Na 1D Infection też <3

Anonimowy on: 4 marca 2012 22:39 pisze...

Jejku ten rozdział jest niesamowity! <3
Uzależniłam się od Twoich opowiadań, są wspaniałe! Zawsze nie mogę się doczekać kiedy dodasz nowy rozdział, teraz też, więc BŁAGAM NA KOLANACH abyś dodała go jak najszybciej, bo po prostu nie wytrzymam z ciekawości co się dalej będzie działo <3

Anonimowy on: 4 marca 2012 22:46 pisze...

Ajajaj REWELACJA <3

Poproszę tylko więcej opisanych scen z samym Hazzą i Lou *.*

{ BlackStar } on: 4 marca 2012 23:03 pisze...

niesamowity ! rewelacyjny! ale tak mi się dziwinie o troche gejach czyta ale super

Anonimowy on: 4 marca 2012 23:07 pisze...

Mam nadzieje, ze z Fizzy będzie wszystko ok. :)
A co do Zayna... O nieee, jestem na niego wkurzona XD to ja juz tu czekam na wyznanie Harry'ego a tu Zayn wbija i supraaajs xdd. (ale to nie zmienia faktu, że go uwielbiam i jest moim mężem <3)
To teraz czekam, aż Hazz i Lou powiedzą reszcie ferajny jak się sprawy mają i jakąś akcje w łóżku czy gdziekolwiek xd i jestem spełniona *_* HAHAHAHAHAHA XD.
Czekam na kolejny , pozdrawiam! x
@YourSmileSwag

Czarna ;) on: 4 marca 2012 23:12 pisze...

Powiem tak.. Jak ja bym chciała pisać chociaż w połowie tak świetnie jak Ty! :< <3
Matko, rozpłynęłam się normalnie w momencie wyznania uczuć przez Louisa. Jeeejkuu. Piękne! :)
Kocham Cię normalnie. <3 Twój blog jest genialny. :* :)
Tylko czemu musieli im przerwać? :(
Pocieszeniem jednak jest to, że Harry już wie! Cieszmy się, radujmy i ogólnie wariujmy ze szczęścia z tego powodu. ;D Tylko niech wreszcie będą przez DŁUŻSZY moment sami i niech Harry powie Louisowi, że go kocha. Proszęęę! :(
W sumie końcówka chyba najbardziej mi się podobała. ;D :P Co w niej takiego? Te przemyślenia Harry'ego i szybka wymiana zdań z Liamem. ;D Napiszę jeszcze raz: Kocham. <3 I mam nadzieję, że dodasz jakoś szybciej nexta. Nawet nie wyobrażasz sobie jak to jest tak wyczekiwać na kolejną notkę na twoim blogu! Normalnie nerwicowo się nie wytrzymuje. ;) Dodawaj więc jak najszybciej. ;)
@Czarna367

Anonimowy on: 4 marca 2012 23:13 pisze...

znowu im przerwali :<<<<<< haha podoba mi sie :))
@kate9924_

Anonimowy on: 4 marca 2012 23:19 pisze...

Świetny rozdział, jak wszystkie! Czekam na next! :*

Anonimowy on: 4 marca 2012 23:49 pisze...

super rozdział!!!! jak w notce przeczytałam- im wiecej komentów tym szybciej będzie rozdział:-) dlatego ludzie- komentujcie!!!! bo naprawdę jest co:-) I love it!!!!

{ maaluutkaax33 } on: 5 marca 2012 00:16 pisze...

Kocham twojego bloga , a rozdział jest świetny !! Ludki komentować bo dziewczyna świetnie pisze , a ja chcę kolejny rozdział !!!! <3

Anonimowy on: 5 marca 2012 00:20 pisze...

najcudowniejszy blog pod słońcem! kocham Cię <3

Anonimowy on: 5 marca 2012 00:39 pisze...

kurwa mać, kocham Cię!
w życiu nie czytałam nic lepszego i zdechnę do czasu, aż nowego nie napiszesz. nie mogę, mogę to czytać dzień i noc normalnie. haahaah, nie przesadzam.
pieprz drugiego bloga, a pisz na tym dwa razy częściej, to będę w niebie! ;d

{ Mrs.Styles } on: 5 marca 2012 00:42 pisze...

sialalalal . Czekam na następny rozdział bo CIE KOCHAM ! <3

{ k } on: 5 marca 2012 00:43 pisze...

no powiem tylko jedno: KOCHAM :D

{ kaja } on: 5 marca 2012 01:01 pisze...

U W I E L B I A M ♥

Polczyn on: 5 marca 2012 07:35 pisze...

Uwielbiam ten blog! Świetnie piszesz! Wszystko przeżywam to, co chcesz Nam przekazać! Czekam na koljny rozdział! Czekając na ten, parę razy dziennie pacczałem czy już coś dodałaś!

P.S. Hym... Może byś rozwinęła w przyszłości wątek Harry - Justin? ;>

Anonimowy on: 5 marca 2012 08:16 pisze...

Super super. :)
Troszke smutny, ale i tak super. :d
Czekam na nastepny.
:*

Anonimowy on: 5 marca 2012 08:49 pisze...

Krde zjabisty :) I to jak Lou wyznał ż ekocha Hazzę *__* i im przerwali -,- :) ja już sie nie mogę następnmeog doczekać ! :D

{ Milka } on: 5 marca 2012 14:26 pisze...

Super ! :D Czekam na nexta x
I_Love_Harry_

Anonimowy on: 5 marca 2012 14:30 pisze...

super!!! fajnie opisałaś uczucia harrego:) czekam z niecierpliwością na nexta;*

{ Aziii } on: 5 marca 2012 15:19 pisze...

Zajebisty rozdział. Trochę szkoda, że Zayn tam wlazł. No ale cóż - Twoja wizja twórcza ;)Czekam z niecierpliwością na następny rozdział...<3

{ JBluvsBabycakes } on: 5 marca 2012 15:45 pisze...

Jak już mówiłam, cholernie mi się podoba. Wiesz, że czekam na bardziej pikantne i szczegółowe akcje, ale wiem, że cierpliwość popłaca, dlatego będę z całych sił próbować się powstrzymać.
Natomiast jeśli chodzi o dzisiejszy, to muszę ci powiedzieć, że miałam szklane oczy i moje policzki czuły zimną ciecz. To piękne, a jednocześnie przerażające. Mam nadzieję, że następny pojawi się jeszcze w tym tygodniu, ewentualnie w weekend. Czekam na następny! <3 @JBluvsBabycakes x

Anonimowy on: 5 marca 2012 16:20 pisze...

super, pisz szybko, ja już chcę. umieram! :o <3

@iPurpleBeast on: 5 marca 2012 16:21 pisze...

kurwa, kurwa kurwa, co chuje muszą wam przeszkadzać. ja pierdole ! czekam na ostrzejsze sceny! MRAŁ! luv u ! ♥

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:01 pisze...

Niesamowite...smutne a jednocześnie słodkie i...Może mi nie uwierzysz ale codziennie czytam całe opowiadanie od początku do końca. ;)Z niecierpliwością codziennie czekam na kolejny rozdział. Nie spieprz tego ! Chcę więcej, lepiej już zabieraj się za pisanie...<3 <3 <3

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:06 pisze...

Jeju !!! Kocham Cię ! To jest piękne ! Tylko proszę nie karz mi czekać kolejny tydzień bo umrę...a mogłabyś się teraz postarać, że jak będzie COŚ między Harrym a Lou to żeby im nikt nie przeszkadzał ??? o.O No ale i tak kocham tego bloga ! Jak byś mogła to pisz co dwa góra trzy dni bo ja tygodnia nie wytrzymam !!! *__*

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:09 pisze...

CHCĘ WIĘCEJ I SZYBCIEJ !!! Daje Ci czas do środy ! Pisz, pisz, pisz i jeszcze raz pisz bo tu wszyscy umierają hahaha ;D A z tą środą to nie groźba, ja cię tylko ostrzegam ;)

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:11 pisze...

Awwww ! Ten moment : "Harry, kocham Cię " Coś pięknego...Teraz niech im nikt nie przeszkadza, to świetnie, że chłopaki już się domyślają i nie mają nic przeciwko...Tak jak powyżej pisz więcej i szybciej ! Kocham Cię !!! :** <3

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:13 pisze...

Powiem krótko : SZYBCIEJ, WIĘCEJ, NO I ŻEBY DŁUŻSZE BYŁY ! Kocham Cię i tego bloga !!! <3

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:14 pisze...

Jeszcze, jeszcze, jeszcze !!! I jeszcze jeden i jeszcze raz !!! Jeszcze po rozdziale, jeszcze po rozdziale póki nikt nie umarł !!! Piękne ! <3

{ Loveevampire } on: 5 marca 2012 17:15 pisze...

"Harry, kocham Cię " po prostu cudowne <3333

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:16 pisze...

kochamkochamkocham te opowiadanie *.* <3

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:31 pisze...

Tylko dziewczyny to czytają ? Nie sądzę, jestem chłopakiem, siostra mi pokazała tego bloga i czytam...wciągnąłem się, TY dziewczyno masz talent !!!

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:46 pisze...

JeJ ! Czytam to już trzeci raz !!! Co tu dużo gadać, ZAJEBISTE !!! JESZCZE !!! <3

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:49 pisze...

za to ja uwielbiam takie 'dramaty i sceny akcji' które dotyczą Larrego. <3

Anonimowy on: 5 marca 2012 17:58 pisze...

kurde , niech on już mu powie że go kocha bo już na to czekam chyba z rok ! :D @iNiallerBieber

{ SHARON } on: 5 marca 2012 18:02 pisze...

Hmm, mam dobry humor, więc skomentuję CAŁY rozdział. Hmm, ciekawe czy będzie ci się chciało czytać. Myślę, że nie ma żadnego ograniczenia znaków. Przeczytałam wszystkie części na twoim blogu i stwierdzam (choć może tylko mi się wydaje), iż prawdopodobnie to najdłuższa notka o Larrym w historii tego bloga, więc to w pewnym sensie rekompensata za tysiące wejść z mojej strony, by zobaczyć, czy nic nowego się nie pojawiło. Długo rozmyślałam nad tym, co takiego mogło stać się Louisowi, ale nie wpadłam na to, że to właśnie jego siostrę spotkało coś złego. Gdy czytałam początek rozdziału, sama byłam przygaszony przez przygaszonego Louisa i z radością (już niedługo!) ujrzałam, że taki stan nie potrwa u niego długo, a co najlepsze, dramat nie ciągnął się przez całą część. Przebudzenie Fizzy. Ah, odmiana w Tomlinsonie! Alleluja! Później plac zabaw. Cóż, gdy wychwyciłam, że ten teren jest zupełnie pusty, oczekiwałam jakiś ostrzejszych scen. Ale niestety, nic prócz pocałunku w policzek nie znalazłam. Trudno. I tak mi się podobało. Później, domek na drzewie. Przykre wyznanie Lou o zmarłym przyjacielu i wyjaśnienie powodu wielkiej troski o Harrego. I po tym, moje usta rozchodzą się w wielkim uśmiechu! Jest scena, której oczekiwałam! Chociaż miałam nadzieję, że będzie coś ostrzejszego! I nie, wcale nie jestem zboczona. I wszystko pięknie, ładnie.. aż nagle, gdy Harry chce powiedzieć Louisowi o swych uczuciach, nagle pojawia się reszta chłopaków! Co za pech! Mało nie weszłam do laptopa i ich stamtąd nie wyjebałam! Trudno. Idę dalej. Co będę nerwy szarpać. Ucieszona przyjazdem mama Lou. Grill. Harry na kolanach Louisa! Ah! Dziwny wzrok ojca Lou. AH2! I pod koniec wymiana zdań Liama z Harrym. Spostrzegawczy chłopak. I to kończące rozdział zdanie.. Mam nadzieję, że ono znaczy to co myślę, że znaczy. Podobało mi się. Bardzo, chociaż moje serce jest niepocieszone zbyt małą ilością ostrzejszych scen. Moim skromnym zdaniem, masz już pełno komentarzy. A mój może robić za sześć. Mam nadzieję, że jednak nie będziemy musieli czekać na rozdział do następnej niedzieli. Nie wiem jak inni, ale ja już mogłabym przeczytać kolejny. Zacznij pisać. Proszę, proszę, proszę. PLEASE!

AleexPL on: 5 marca 2012 18:08 pisze...

GENIALNIE PISZESZ, PO PROSTU GENIALNIE. ♥

Anonimowy on: 5 marca 2012 18:17 pisze...

piszesz cudownego bloga, uwielbiam twoje notki. czekam na kolejną. :3

Anonimowy on: 5 marca 2012 18:48 pisze...

JEZU! Kobieto, pisz częściej! Umieram czekając na kolejne rozdziały za każdym razem *.* To jest cudowne, takie piękne, takie słodkie, takie awww... 'Kocham cię, Harry'. Rozpływam się. Więcej słodkich scenek, i jeśli jeszcze raz ktoś im to przerwie, to normalnie wejdę w laptop i wybiję mu całą rodzinę! Larry Stylinson forever <333

Natalkaa :D on: 5 marca 2012 21:24 pisze...

PISZ CZESCIEJ BLAAAGAMYYY.!!!!!! PROSIMY CIEE;D WSZYSTKO JEST ZAJEBISTEE. CHCEMY JUZ PIERWSZY POCALUNEK LARREGO I ZEBY POWIEDZIELI CHLOPCOM O WOICH UCZUCIACH..KOCHAMYY CIE..! <333

{ Lucy Styles } on: 5 marca 2012 21:53 pisze...

Ja pierdziele . Umieram , jesteś kurde cudowna . Mogłabyś napisac książkę ale nie wnikam XD
Kurczę ja tu już czekam zniecierpliwiona na następną notkę tylko dodawaj częściej bo kurde nie wiem :D
Uwielbiam ! <3

{ Lucy Styles } on: 5 marca 2012 21:56 pisze...

Ej no bez kitu czego się Zayna czepiacie ? Chłopiec chciał dobrze :D

{ MyPurpleSmile } on: 5 marca 2012 22:07 pisze...

Kocham tego bloga, a ten rozdzial bardzo mi się podoba i czekam az Harry powie lou co do nirgo czuje i zacznie sie cos dziac xd 69 xx

{ MyPurpleSmile } on: 5 marca 2012 22:25 pisze...

zapraszam na mojego bloga ;) http://your-story-mypurplesmile.blogspot.com/

Anonimowy on: 5 marca 2012 22:28 pisze...

niech oni się już pocałują... :c <333

{ Smerfów_Świat } on: 5 marca 2012 22:54 pisze...

Wow normalnie ! O.o Czy oni zawsze musza im przerywac ?! Ehh, hahah patrze Niam sie tu szykuje ! Hyhyhy <3 :D No i Larry boski ! :) Lou wyznal Hazzie swoje uczucia nareszcie ! <3 NEEEXT ! :D
@NiallsxLaugh

Anonimowy on: 5 marca 2012 22:59 pisze...

Niech onizaczna sie juz calowac!

Anonimowy on: 5 marca 2012 23:17 pisze...

hahahahah, chyba nie wyrobie przed komputerem, jak zaczna sie calowac, co dopiero cos wiecej!

Anonimowy on: 5 marca 2012 23:19 pisze...

W życiu nie czytałam żadnej książki, która by mi się tak spodobała, jak Twoje opowiadanie. Dobra, przyznaje się bez bicia, ze nie jestem wielka fanka książek, ale Twojego bloga najchętniej w ogóle nie przestawałabym czytać.Powodzenia w dalszym pisaniu!

Anonimowy on: 5 marca 2012 23:51 pisze...

AAAA! KOCHAM ZBOCZONE BLOGI O LARRYM *____*

Anonimowy on: 5 marca 2012 23:51 pisze...

Proooosimy ładnie szybko o naaastępnY!

{ Anita } on: 6 marca 2012 09:14 pisze...

Jezu, Agata, ty masz jakieś nadprzyrodzone moce!
JAK MOŻNA TAK ZAIŚCIE PISAĆ ?! ;o <3
Dawaj następny bo jak nie to sie zesram!

KOCHAM.
Peace & Love, Anita.

Anonimowy on: 6 marca 2012 15:38 pisze...

Coś pięknego ! Niesamowite amaZAYN !!! Więcej i częściej pisz ! Kochamy Cię !!! <3

Anonimowy on: 6 marca 2012 16:12 pisze...

OMG ! I want more !!! Now !!! <3

Anonimowy on: 6 marca 2012 17:01 pisze...

Kidy kolejny rozdzial?

Anonimowy on: 6 marca 2012 19:22 pisze...

oczywiście znowu rewelacja aż mnie się łezka zakręciła w oczku:*

Anonimowy on: 7 marca 2012 07:13 pisze...

Jeju !!! Już 60 komentarzy !!! Dziewczyno, dodawaj kolejny rozdział !!! Jest więcej niż w tamtym...a mówiłaś, że dodasz kolejny jak będzie tyle komentarzy co w tamtym...więc wszyscy czekamy !!! ;D

Anonimowy on: 7 marca 2012 16:29 pisze...

Powinnas bardziej precyzowac date kiedy dodasz kolejny rozdzial. To troche denerwuje jak sie wczodzi 4razy dziennie na jednego bloga a tam dalej nic.

Anonimowy on: 7 marca 2012 19:01 pisze...

Świeeeeeeeetne opowiadanie! Kocham, kocham, kocham! Poproszę o więcej spotkań na działkach z Zaynem, Liamem i Niallem :)
Błagam dodaj szybko następny rozdział :3

Anonimowy on: 7 marca 2012 19:07 pisze...

Fajny byłby też Niam, ale co za dużo to nie zdrowo chyba hahah, ale GDYBY to nie mam nic przeciwko :3

Anonimowy on: 7 marca 2012 19:56 pisze...

dodaj, już jest tyle komentów co przy tamtym i popieram że NIAM TO GENIALNY POMYSŁ <3

{ loveee..meee } on: 7 marca 2012 21:15 pisze...

Fizzy w szpitalu oj biedactwo
Zabiję Zaya za to że im przerwał
Dziewczyno ja cię kocham normalnie za te twoje opowiadania.
Jak najszybciej dodaj następny proszę błagam cię.

{ lifetastegreat } on: 8 marca 2012 07:03 pisze...

świetny rozdział, już 8 świetny na tym blogu.
naprawdę masz talent dziewczyno, może jakąś książkę napisz? ;D

piąty rozdział na larry-1d.blog.onet.pl

{ xAluuutkowax } on: 8 marca 2012 09:45 pisze...

KOCHAMY CIĘ,DZIEWCZYNO!
Jak przeczytałam ,że Fizzy ma wypadek to zaczęłam płakać. Kurwa,no. Zayn musisz przeszkadzać w takich momentach? Liam,no właśnie. Jak jesteś taki poinformowany to mógłbyś się skapnąć,że ciąglee im przeszkadzacie. -.-' / jeśli możesz to o następnych informuj mnie na tt. @baanan_Styles. \ btw. czeeeekam na następny. <3

Anonimowy on: 8 marca 2012 20:25 pisze...

Uwarzam ze powinnas dodac kolejny rozdzial.juz za dlugo wszystkie czekamy.

{ ropucha4 } on: 9 marca 2012 13:17 pisze...

Matko! Kocham To ! Wyznanie Louiego najlepsze,zabije Zayna za to ,że im przerwał(ale i tak to mój mąż :D ) Miało być tak pięknie... Chcę więcej scen Larrego nooo :P Dodaj szybko następny ,bo ja tu UMIERAM!! (Z niecierpliwości) XD Kochaaaaam <3

{ CrystalRose } on: 9 marca 2012 14:31 pisze...

Jeeej.
Ciekawe, bardzo. Ale Zayn był powalony że przerwał. XDD. Daaj następny

+ Zapraszam do siebie - http://foreverandeverfriendship.blogspot.com/

Anonimowy on: 9 marca 2012 21:06 pisze...

Bosz...!!! Kiedy kolejny rozdział ???!!! o.O ;D

Anonimowy on: 9 marca 2012 23:17 pisze...

KOLEJNY ROZDZIAŁ please...zobacz ile osób tutaj umiera z niecierpliwości...miej litość nad nami biednymi:-P osobiście jak już tylko zobaczę nagłówek "rozdział 9" to sie osram ze szczęścia:-P

Anonimowy on: 10 marca 2012 11:38 pisze...

ile można czekac na nexta!!! błagam dodaj coś!

http://one-direction-are-my-love.blog.onet.pl/

{ It's beautiful dream with One Direction. } on: 10 marca 2012 14:42 pisze...

ASDFGHJKLPOIUTRQZVCVNBVCFG KOCHAM ! <3 WIĘCEJ CZUŁOŚCI I SEKSU! :D

{ Directionerka2119 } on: 30 marca 2012 18:13 pisze...

KOCHAMCIE !

{ lwica.kasia } on: 4 czerwca 2014 08:30 pisze...

jeden z lepszych, ale ciągle mi czegoś brakuje.

Prześlij komentarz